O autorze
Taka Sobie Matka, całkiem niczego sobie żona, sama sobie pani, ster i okręt (pękata, sunąca powoli barka raczej niż śmigły uwodziciel fal). Zwolenniczka macierzyństwa przez małe m i życia przez duże Ż.

(Nie) szczep! Ściąga dla początkujących*

Fot. 123RF
Nie ma chyba bardziej jałowej pyskówki w internetach niż ta o szczepionkach. Rośnie toto jak perz, nie daje się wyplenić, wychodzi coraz to z innego kąta, atakuje mnie zdjęciami smutnych dzieci, pyta retorycznie o los moich potomków z nieodłącznymi wykrzyknikami na końcu. Temat przyciąga oszołomów i tych przekonanych o swojej najmojszej racji, jedni i drudzy są zabawni naprawdę tylko przez chwilę. Nie lubię, jak się ludzie opluwają, ani dla sportu, ani za sprawę, szczególnie, kiedy uważam, że sprawa w sumie nie ich. Poza tym to nudne. Potwornie. Wiecznie, wiecznie to samo.

ARGUMENTY ZWOLENNIKÓW SZCZEPIEŃ

(1) Moi rodzice mnie szczepili [moja babcia dawała dzieciom mleczko makowe na uspokojenie, cholera, że też moja matka nie poszła w jej ślady]

(2) Nie, no co innego na te nowomodne choroby (zwykle pneumokoki), ale na te stare, poważne (zwykle polio) szczepić trzeba [wariacja powyższego. Kij z tym, że dzikiego polio nie było w Polszy od 1984 – co nie znaczy, że go w ogóle nie było, co jakiś czas notuje się polio poszczepienne – a na pneumokokowe zapalenie opon mózgowych i związane z nim porażenia cierpią dzieci w każdym większym szpitalu]

(3) Nie szczepiąc, narażasz na choroby biedne, chore dzieci [bardzo współczuję matkom chorych dzieci. Mam jedno w domu. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy obarczać odpowiedzialnością za jego zdrowie pani Grażynki ze sklepu]

(4) Nie szczepią domorośli specjaliści, którzy w domu bawią się w lekarza, zamiast zaufać profesjonalistom [jak masz profesjonalistę, to świetnie; moja pani z przychodni na przykład jedną lekką ręką szczepi, drugą przepisuje ośmiomiesięcznemu dziecku leki homeopatyczne na zapalenie oskrzeli – więc ja jej te ręce trzymam z daleka]

(5) Statystycznie lepiej jest dziecko zaszczepić [święta prawda. Statystycznie ponoć 5% populacji jest homoseksualna. Co mi to mówi o przyszłej orientacji konkretnie Pierwszego czy Drugiej? No, że mogą być gejem/lesbijką. Albo nie.]

(6) Istnieje coś takiego jak odpowiedzialność stadna [owszem. Odpowiadam za moje stado]



ARGUMENTY PRZECIWNIKÓW SZCZEPIEŃ

(7) Chemia w szczepionkach wywołuje alergie, cukrzycę, raka i siedem plag egipskich [pewnie tak, zaraz po chemii w żarciu, w detergentach, w nawozach, w barwnikach ubrań…]

(8) Spadek zapadalności na choroby i ich śmiertelności nie wynika z masowych szczepień, tylko z polepszenia się standardów życia, dostępu do bieżącej wody i wykształcenia nawyków higienicznych [pełna zgoda – żeby wiedzieć, że mydło gra zbawienną rolę w medycynie, wystarczy Thorwalda poczytać. Ale szczepionki też trochę miały swój udział. Taki ciut ciut malutki, tego]


(9) Koncerny zarabiają miliony na szczepieniach [jak i na ibuprofenie. I ja im tę moją część miliona chętnie płacę, choć wiem, że trochę mnie trują. Bo ja po prostu nie znoszę, jak boli mnie głowa]

(10) Pediatrzy nie szczepią swoich dzieci [a Polacy kradną auta. Zenek Kotlarz na przykład. I Hanka Trzeciakówka, chociaż jej za rękę nie złapali]

(11) Szczepionki dają odporność tylko na kilka lat, potem się gorzej przechodzi chorobę [ale też rzadziej na nią zapada. A poziom przeciwciał trzeba by badać co jakiś czas, bo każdemu inaczej wychodzi – ja mam, jakbym się szczepiła wczoraj, mój brat może ich nie mieć wcale]

(12) Bill Gates chce wytruć między innymi przy pomocy szczepionek 9/10 populacji przeludnionej Ziemi, żeby zrobić miejsce dla establishmentu [to jak z Reptilianami – może i prawda, dziwniejsze rzeczy bierę na klatę. Tylko jeśli taki spisek istnieje, to i tak mnie dopadną, za wąskam w barach]



ARGUMENTY WSPÓLNE

(13) Jestem (nie) zaszczepiony i jestem zdrowy, nigdy nie chorowałem [świetnie, cieszę się twoim szczęściem. Ja ze swej strony bardzo lubię pomidorową]

(14) Moje dziecko przechodziło rota – to lekka biegunka i podwyższona temperatura/to kilkudniowy pobyt w szpitalu i odparzenia do krwi // moje dziecko było szczepione na rota i nic mu nie było/gorączkował i heftał od samej szczepionki [ja po mizerii popitej wodą gazowaną czuję się jak młody bóg, moja kuzynka nie schodzi przez dobę z sedesu. Wniosek: należy nakazać/zakazać popijania mizerii wodą gazowaną]

(15) Każde dziecko dostaje NOP, tylko nikt o tym nie mówi / NOP-y to wymysł, dzieci po szczepionce najwyżej bąbelka mogą dostać, wielkie mecyje [nie]

(16) Wakefield i autyzm po mmr [cóż za przedni przykład nieodczytywalnego już palimpsestu!]

(17) Jesteś debilem, sczeźnij!

...

—————————————

Można oczywiście rozszerzyć listę w dowolną stronę. Żeby było jasne, bo zacietrzewienie zwykle zaciemnia obraz: tak, to w nawiasach to w większości sarkazm. Nie, nie mam zamiaru podejść do sprawy poważnie ani podejmować dyskusji (to jakby ktoś chciał mi w komentarzach wykazać, że głupia jestem i mam wszy). Jak Radomska uważam, że jeśli chodzi o moje konkretne dziecko, a nie statystycznego małego Kowalskiego, prawda o szczepionkach nie istnieje. To po co to wszystko spisałam? Dla świeżynek w temacie, żeby otwartych drzwi nie wyważały i musiały się choć trochę wysilić. No i do gry w bingo. Stąd liczby. Robi się tak: przygotowujesz kwadratowe kartoniki do gry z numerkami w losowej konfiguracji, rozdajesz je przypadkowym znajomym w poczekalni u dentysty, otwieracie na chybił trafił jakiś artykuł o szczepionkach, zjeżdżacie do komentarzy i po kolei zaznaczacie, co się trafia. Kto szybciej skreśli cały rządek, wygrywa. Zwykle nie dojdziecie nawet do połowy, gwarantuję. Dodatkowy bonus przyznaje się za skreślenie rządka z Argumentem Ostatecznym (nr 17).

A tak poważnie, to ja, wiecie, ogólnie nic nie mam. Niezaprzeczalnie dobrze jest czasem dać ujście, poprzerzucać się, poszturchać jak w pedałówie, pokrzyczeć a bo ty bardziej, poczuć się mądrzejszym od rzeszy idiotów, odreagować zły dzień w pracy. Dla zdrowotności dobrze, dla turgoru, dla rumieńca. Problem pojawia się, kiedy zapominamy, gdzie kończą się internety, a zaczyna życie. Albo kiedy ktoś nie zczaja, że internety w ogóle się gdzieś kończą. Że do namacalnej tragedii przedszkolne burdy nie pasują.

Ale czasem Umiera komuś półtoraroczne dziecko. I jakoś mi tak serio smutno, że ludzie, których uważałam za rozsądnych (o ile można w ogóle wnioskować cokolwiek o człowieku z sieci), a oni siebie sami najwyraźniej za oświeconych, podają sobie na fejsiku tego gorącego niusa z komentarzem (tu cytat, plus kilka o podobnym wydźwięku) „Darwin się cieszy”. Rili? N O S Z R I L I?? Może ja powtórzę: komuś umarło półtoraroczne dziecko. Chociaż w artykule nic o tym nie było, to i tak n a p r a w d ę ciul z tym, czy je szczepił, czy nie. Pochyl się, psia jego mać, i zmilcz. Jak cię bardzo swędzi, to zagryź policzki. Bo wstyd.

TSM

P.S.: Jestem też tu.

*Tekst powstał dawno, po tamtej niemieckiej śmierci. Wklejam go teraz, bo jestem świeżo po wizycie w przychodni, gdzie dwie kobiety urozmaicały sobie czekanie ożywioną konwersacją o (anty)szczepionkowcach. Obie były dobrze ubrane, kulturalne, mówiły okrągłymi zdaniami - na oko wyższa klasa średnia. Konwersacja zakończyła się konstatacją, że i dobrze, niech im te bachory wyzdychają.
R I L I??
Trwa ładowanie komentarzy...